English
NovelToon NovelToon

Nie Zapomnji | Pl

nie zapomnji

Wciągnąłem głęboko powietrze do swoich ust, nerwowo wycierając moje spocone dłonie o rękawy przydużej, musztardowej bluzy. Zacisnąłem powieki, nieudolnie próbując powstrzymać spływające łzy po moich rozgrzanych policzkach.

Cóż, nieco inaczej wyobrażałem sobie moje urodziny.

Ta sierpniowa, wakacyjna noc miała być miała być jedną z najlepszych w moim życiu. Los chyba lubi zaskakiwać, prawda?

Siedziałem bezczynnie na plastikowym krześle, próbując przeanalizować wszystko co stało się dotychczas. Odetchnąłem znowu, a na moją twarz wypłynął delikatny grymas. I wtedy zobaczyłem ciebie. Otarłem łzy opuszkami palców, czując słoną ciecz na policzkach.

Poderwałem się na nogi patrząc ci w oczy. Te cholernie piękne, błękitne oczy. Twoje spojrzenie przeszywało mnie całego. Zastygłem w miejscu wpatrując się w ciebie smutno. A ty?

A ty stałeś tam bezczynnie, trzymając w ręce rączke od fioletowej walizki. Na plecy miałeś zarzucony szary plecak, którego szelki przykrywały nadruk twojej czarnej koszulki. Tego samego koloru, przetarte spodnie oraz jasnoniebieskie buty, zupełnie nie pasujące do reszty twojego stroju. Ale ty zawsze przecież taki byłeś. Nie obchodziło cię zdanie innych. I to była właśnie jedna z wielu rzeczy, którą w tobie kochałem.

Przeklinałem się w myślach za to, że patrzyłem na ciebie w ten sposób. Starałem postrzegać cię jako mojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, niezawodnego kumpla, osobę, której mogę wygadać się ze wszystkiego i nic więcej. Zawsze starałem się tłumić w sobie emocje, które miały nade mną przewagę.

Jednak tym razem było inaczej. Chciałem wykrzyczeć ci prosto w twarz moje uczucia. Chciałem abyś je odwzajemnił. Chciałem abyśmy byli już na zawsze razem. Szczęśliwi. Chciałem cię poznać. Chciałem poznać każdy skrawek twojego ciała i twojej duszy. Chciałem poznać smak twoich ust. Chciałem ciebie. I chciałem z każdym dniem poznawać cię na nowo.

Po twoim policzku spłynęła samotna łza. Miałem ochotę zetrzeć ją opuszkami palców i powtórzyć, że przecież wszystko będzie dobrze. Ale, czemu miałbym cię okłamywać? Nic nie będzie dobrze.

Po tym jak wyjedziesz z tej małej miejscowości, którą oboje nazywaliśmy domem, nic nie będzie dobrze. Nie poznasz moich uczuć. Nie poznasz mnie, ani słodkiego smaku mojej miłości. Opuścisz mnie i zostawisz.

Nie chciałem żebyś jechał. Ba! Ja przeklinałem cię w myślach, żeby jednak coś uniemożliwiło ci wyjazd. Ale, czemu miałbym cię zatrzymywać? Dostałeś się na swoją wymarzoną uczelnię w Paryżu. Masz również znajomego z tamtym rejonie, pewnie nietrudno będzie ci się tam rozeznać. Więc, dlaczego mam cię zatrzymywać, skoro możesz być szczęśliwy?

Z transu wyrwało mnie twoje ciche podciągnięcie nosem i widok większej ilości łez na twoich policzkach. Puściłeś rączke masywnej walizki i podszedłeś do mnie, unosząc wzrok. Czułem twój ciepły oddech na mojej szyi. Od zawsze byłeś ode mnie niższy, co czyniło cię bezwzględnie uroczym.

Wszystkie moje mięśnie napieły się momentalnie, gdy postawiłeś nogę bliżej mnie i przytuliłeś się do mojej klatki piersiowej, obejmując mnie w pasie i chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Dałbym sobie rękę uciąć, że przez chwilę nawet poczułem twoje usta na skórze. Całe moje ciało zdrętwiało. Nie wiedziałem co mam myśleć, ani co zrobić z dłońmi. Położyłem je więc niepewnie na twoich plecach, a potem zjechałem nimi w dół i zacisnąłem mocniej palce na materiale twojej koszulki. Czułem ciepło bijące od twojego ciała.

Staliśmy tak dłuższą chwilę, a ja wdychałem twój piękny zapach. Twoja skóra i włosy pachniały uschniętą pomarańczą. Zresztą jak wszystko w twoim domu. Twoja mama miała obsesję.

Przeniosłeś swoją twarz na moje ramię, a ja momentalnie poczułem twoje łzy i wilgoć na koszulce w tamtym miejscu. Cicho łkałeś, a ja głaskałem cię po plecach. Słona ciecz cisnęła mi się na oczy i po chwili znowu popłynęła, spadając na twój plecak. Przycisnąłem cię mocniej do mojego ciała, a ty zacisnąłeś ręce na moich plecach.

Po chwili jednak oderwałeś się ode mnie i spojrzałeś mi w oczy. Zlustrowałem twoją twarz. Opadające na twarz przydługie, kruczoczarne kosmyki, opuchnięte oczy i cieknący z nosa katar. Mimo to wyglądałeś pięknie. Uśmiechnąłem się i sięgnąłem do kieszeni po paczkę husteczek, a następnie podałem ci jedną z nich. Również uniosłeś lekko kąciki ust i przyjąłeś mały prezent, po czym przyłożyłeś ją do nosa i dmuchnąłeś dosadnie, wywołując przy tym śmieszny dźwięk. Parsknąłem na niego cicho, a ty popatrzyłeś na mnie zirytowanym wzrokiem.

Przetarłeś nos jeszcze raz i uprzednio składając husteczkę wsunąłeś ją do kieszeni spodni. Wpatrywałeś się we mnie z delikatnym uśmiechem, który tak bardzo kochałem, a mi przed oczami przeleciały wszystkie podobne chwile z tobą.

Pamiętałem, kiedy wypłakiwałeś mi się w ramię w drugiej klasie szkoły podstawowej, z powodu pierwszej oceny niedostatecznej. Pamiętałem kiedy pocieszałem cię, przychodząc do ciebie z pudełkiem lodów waniliowych, po nieudanej randce. Pamiętałem, kiedy przybiegłeś do mnie, mówiąc, że jacyś kolesie zwyzywali cię na ulicy, a potem razem wystalkowaliśmy ich na instagramie pisząc pod ich adresem sprośne wiadomości, podając się za dziewczyny ze starszych klas. Pamiętałem, kiedy podczas pierwszego dnia w liceum zgubiliśmy się na trzeciej lekcji i dopiero po czterdziestu minutach dotarliśmy na lekcję wychowawczą z wyjątkowo wyrozumiałą kobietą. Pamiętałem, kiedy zwyrodniała fizyczka przyłapała nas na sprawdzianie, na korzystaniu z telefonów i porozumiwaniu się ze sobą. Pamiętałem, kiedy po wejściu na drzewo na swoich urodzinach, spadłeś z niego, prosto na tort, łamiąc sobie rękę. Pamiętałem, kiedy podczas skakanie na trampolinie, ta zarwała się pod nami, po skoku na 'bombę'. Pamiętałem, kiedy poślizgnąłem się na basenie i rozwaliłem sobie łokieć, a ty kazałeś mi się schować we wodzie z nadzieją, że twój tata tego zauważy, a rana sama wyleczy się za pomocą wody z chlorem. Pamiętałem, kiedy po moim pierwszym zerwaniu, ty pomimo szlabanu od rodziców, wślizgnąłeś się przez moje okno z minionkami na DVD. Pamiętałem to wszystko, a nawet jeszcze więcej.

Z transu wyrwał mnie twój cichy śmiech, spowodowany zapewne moją miną, i palce na brodzie, które przemknęły moje usta, a twój kciuk przejechał po mojej dolnej wardze.

Miałem wrażenie, że serca zaraz wyskoczy mi z piersi. Niby był to ułamek sekundy, a ja już zakochałem się w twoim dotyku. Chciałem go poczuć dłużej, cholera, chociaż odrobinę dłużej. Na swojej twarzy, szyi, torsie, brzuchu. Czułem, że ten most uczuć, który budowałem przez liceum i starałem się ukryć, zaraz się zawali.

A jednak ty przygryzłeś wargę i po chwili... pocałowałeś mnie.

Twoje wargi były ciepłe i miękkie, w przeciwieństwie do moich, spierzchniętych. Powolnie nimi poruszałeś, badając moją skórę. Byłeś delikatny i niepewny, a jednocześnie tak bardzo pociągający, że z każdym ruchem twoich ust byłem podniecony coraz bardziej. Objąłem cię w pasie i przyciągnąłem do siebie, prosząc o dostęp to twoich ust, a gdy ty go udzieliłeś, wepchnąłem ci do buzi swój język. Jęknąłeś w moje usta, a ja poczułem szalejące motylki w podbrzuszu. Nasze języki tańczyły ze sobą każdy możliwy taniec, gdy mimowolnie przeniosłem dłonie na twoje biodra, zaciskając na nich opuszki palców. Twoje ręce powędrowały ku górze, zatrzymując się przy szyi i zawiązując wokół mojego karku.

W środku byłem tak bardzo zdezorientowany twoim wcześniejszym posunięciem i tak niepewny swoich ruchów, ale jednak coś intrygowało mnie i pchało do dalszych działań. Może byłeś to ty w całej okazałości, a może coś, o czym nawet nie miałem pojęcia. Czułem każdy twój ruch i każdy twój oddech. Czułem to jak uśmiechałeś mi się w usta i to, że chciałeś już od dawna zbliżyć się do mnie bardziej. Za pomocą jednego dotyku twoje uczucia stały się jasne, a ja mogłem dokładnie rozszyfrować to co siedzi ci w głowie.

Z transu wyrwał nas głos kobiety informującej przez mikrofon, że już pora, aby wszyscy lecący twoim samolotem zebrali się przed specjalnym wyjściem na zewnątrz. Tak bardzo nie chciałem, żebyś jechał gdziekolwiek, zostawiając mnie. Oderwaliśmy się od siebie z niezadowoleniem malowanym na twarzach, a ty spojrzałeś mi w głęboko w oczy. Łzy znowu zaczęły płynąć po policzach i tym razem, nawet nie próbowałem ich zatrzymywać. Twoje policzki chwilę później również zalały się słoną cieczą i z bolącym wzrokiem jeszcze raz wtuliłeś się we mnie.

Już niezdziwiony twoim ruchem, objąłem się najmocniej jak potrafiłem i zamknąłem w szczelnym uścisku. Znowu poczułem wilgoć na koszulce i znowu moje łzy kapały samotnie na twój plecak. To była huśtawka nastrojów, której nie byłem w stanie zatrzymać. Odsunąłeś się ode mnie i podszedłeś do swojej walizki chwytając ją za rączkę.

Proszę, nie.

Ostatni raz spojrzałeś mi w oczy i odwróciłeś się w przeciwną stronę, stawiając pierwsze kroki. Patrzyłem jak odchodziłeś, zostawiając mnie samego na tym szarym lotnisku.

Błagam, nie.

Zagryzłem wargę w osłupieniu śledząc twoją oddalającą się sylwetkę. Aż nagle, w pewnym momencie, odwróciłeś się gwałtownie i biegiem znowu wpadłeś w moje objęcia. Nie byłeś w stanie tego zrobić. Nie byłeś w stanie mnie zostawić. A jednak.

Podniosłeś głowę i musnąłeś delikatnie moje wargi, przyprawiając mnie tym samym o dreszcze na całym ciele. Widziałem twój przelotny wzrok i to jak chwyciłeś mnie za rękę, głaszcząc ją opuszkami palców, powoli ją puszczając i znowu się oddalając.

- Nie zapomnij o mnie, młotku.

I odszedłeś, zostawiając mnie na dobre.

Download NovelToon APP on App Store and Google Play

novel PDF download
NovelToon
Step Into A Different WORLD!
Download NovelToon APP on App Store and Google Play